gadam-do-kota blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 5.2009

Co i rusz obsesyjnie powracam myślami do pewnych kwestii, z którymi do tej pory nie dałam sobie rady. Świadomość, że trzydziestka na karku, a ja wciąż sama jak palec, nie poprawia mi samooceny. A jednocześnie zdaję sobie sprawę, ze tak naprawdę robię mniej niż bym mogła, bo się zwyczajnie boję. Mogłabym się tłumaczyć tym, co zawsze do tej pory – że nie miałam wzorców w domu rodzinnym, że nie chcę się wpakowac w to samo co moja mama, że nie miałam i nie mam za bardzo możliwości kogoś poznać, bo skończyłam sfeminizowane studia, pracuję w sfeminizowanym zawodzie, a jedyne imprezy na jakich byłam to te rodzinne, plus połowinki, studniówka i otrzęsiny ;) Jednak tak się składa, że znam osoby o podobnej sytuacji życiowej jak ja, które mają nawet dużo mniej wolnego czasu, a były w stanie kogoś sobie znaleźć. U mnie chodzi o coś innego. Ilekroć pojawi się impuls do działania, tyle razy natychmiast włącza się hamulec w postaci myśli – a nawet gdybym zdobyła czyjeś zainteresowanie, to co bym potem z tym zrobiła? Czy byłabym w stanie sprostać temu wszystkiemu, co kryje się pod pojęciem dojrzałego związku? Czy umiałabym się dopasować i dograć z kimś innym, czy potrafiłabym zdobyć się na kompromisy i nawet czasem zrezygnować z jakichś własnych spraw? Czy umiałabym zrobić coś dla kogoś innego, a nie tylko oczekiwać, że on mi pomoże?

I jeszcze jedna istotna kwestia. Nie jestem już tak w 100% przekonana, że miałam rację kilka lat temu, gdy zaklasyfikowałam się do osób aseksualnych, gdyż zwyczajnie nie miałam jak tego sprawdzić i dopuszczam możliwość, że nie musi to być kwestia wrodzonych predyspozycji, lecz lęków, zahamowań i braku okazji. Jednak z drugiej strony, nawet gdybym znalazła kogoś, kto byłby na tyle cierpliwy, by pracować nad moimi w/w lękami i zahamowaniami, też nie mogłabym mu dać żadnej gwarancji, że przyniesie to jakeiś efekty. A gdyby nie przyniosło? Mógłby poczuć się oszukany i wystawiony do wiatru. A znów mam świadomość, że dla ogromnej większości społeczeństwa sfera seksu w związkach jest bardzo ważna i nie powinnam oczekiwać od kogokolwiek, by się jej wyrzekł w imię uczucia do mnie. 
Próbowałam sobie wyobrazić, co by było, gdyby ktoś mnie postawił przed takim ultimatum dotyczącym czegoś, co sama bardzo lubię albo jest dla mnie ważne. Przykład moze nieco od czapy, ale załóżmy, że trafiam na kogoś, kto z jakichś przyczyn nienawidzi kotów czy np. nie toleruje makijażu u kobiet. W zwiazku z tym, stawia mnie przed wyborem – jesli chcę być z nim, mam się pozbyć kota z domu albo straszyć ludzkość pozbawiona retuszu twarzą. Jeśli to byłaby kwestia jakichś chorych przesądów czy fanatycznych poglądów, roześmiałabym mu się w twarz i  choćbym byla wcześniej bardzo zafascynowana, natychmiast bym się odfascynowała :] Jeśli przyczyna byłaby poważna, np. alergia na koty lub jakiś uraz psychiczny, to jeszcze bym się zastanawiała, choć decyzja byłaby ciężka i nie potrafię powiedzieć, co bym zrobiła. Czy mam więc prawo stawiać kogoś w analogicznej sytuacji? Pytanie retoryczne… 

Ostatnio znowu rzadziej pisałam z braku czasu i z braku godnych uwagi przemyśleń. Ale tym po prostu muszę się podzielić :D Pięć minut dosłownie wyłam ze śmiechu, spłynął mi cały makiljaż, a potem jeszcze długo bolały mnie mięśnie brzucha :D  

Znacie taki przebój Mariah Carey „Ken Li”? Nie znacie? Pewnie znacie, tylko nawet nie wiecie ;) To posluchajcie (przestrzegam osoby o wrażliwych uszach!):   

  • RSS