gadam-do-kota blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 8.2009

Mam ostatnio ciągle wrażenie, że tak naprawdę nigdzie nie pasuję i nie przynależę, że jestem kompletnie osamotniona ze swoimi zapatrywaniami i postawą życiową. Składam się z pewnych skrajności nie do pogodzenia i na próżno szukam kogoś, kto miałby podobnie, przynajmniej w najbardziej zasadniczych kwestiach. Ciągle mam wrażenie, że ludzie, których spotykam, rozumieją mnie tylko połowicznie – i vice versa. W rezultacie prawie nie ma osoby, z którą mogłabym pogadać o dręczących mnie dylematach – może poza moją mamą, ale nie chciałabym jej wiecznie zanudzać tymi samymi rozmowami. Jeszcze w poprzedniej notce myślałam, że znalazłam rozwiązanie – skoro nie mogę przekonać innych do swojej racji, a sama nie chcę się zmieniać i dostosowywać do nich, to wystarczy znaleźć takich, którzy będą myśleli jak ja. Teraz wątpię, czy w ogóle tacy istnieją. Boję się, że prędzej czy później będę miała dosyć bycia postrzeganą jak dziwadło i będę zmuszona się zmienić, odejść od tego, czym chciałabym się kierować w życiu  - a przynajmniej udawać, że się dostosowałam, by nie być odrzuconą i nie prowokować ataków. 

Wakacje mijają mi dość pracowicie. Udało mi się załatwić sporo rzeczy, do których wcześniej nie mogłam się w ogóle zabrać. Zacznijmy od tego, że mój kot, od którego pochodzi nazwa bloga, przestał być stuprocentowym facetem i został poddany, jak to się określa na różnych internetowych forach, odnabiałowaniu. Zabieg sam w sobie zniósł nieźle, gorzej z narkozą. Wybudzanie się kota z narkozy to trauma i dla niego, i dla właściciela, który to obserwuje. Taki kot jest przez parę godzin całkowicie nieskoordynowany, nie kontroluje swoich ruchów, zachowuje się jak pijany i może sobie łatwo zrobić jakąś krzywdę. Widziałam kilkakrotnie w internecie filmiki z „pijanymi” kotkami właśnie po narkozie i wcale mnie to nie śmieszy. Pamiętam, że mój osobisty kić aż warczał – ze złości, żalu, frustracji? – gdy się zorientował, że stało się z nim coś dziwnego i że normalne czynności takie jak wskoczenie na szafkę czy przejście do kuwety stały się dla niego niewykonalne. Na szczęście trwało to krótko. Za to teraz kić ewidentnie przeżywa drugą młodość. Czyżby pozbawienie kota pewnych hormonów mogło spowodować, że w wieku 5 lat zachowuje się jakby miał 5 miesięcy? Robi bowiem rzeczy, których nie robił od dawnych czasów swego kocięctwa (kociństwa?) – gania w kółko za własnym ogonem, poluje na moje nogi, bawi się zabawkami, którymi wcześniej rzadko kiedy się interesował i uprawia dzikie gonitwy i skoki po mieszkaniu. Przy tym wszystkim wygląda na zadowolonego – tylko chyba brak mu towarzystwa. Ciekawe jakby to zniósł, gdyby mu sprawić kumpla…
Następnie stwierdziłam z niezadowoleniem, że jest mnie o jakieś 6-7 kilo i jeden rozmiar więcej niż jeszcze ok. 2 lata temu i że połowa ubrań źle na mnie leży albo wręcz nie leży w ogóle, bo nie daje się włożyć:( Nie nadaję się do żadnych diet, nie potrafię zrezygnować ze słodyczy i innych zgubnych tuczących substancji, w których dietetycy widzą wszelkie zło tego świata – więc postanowiłam chociaż wprowadzić jakiś wysiłek fizyczny i zapisałam się na siłownię. Niewiele to tak naprawdę dało, ale się przynajmniej pozbyłam wyrzutów sumienia, że nic nie robię. 
Potem było coś, co przeczytałam w sieci, a po czym poczułam się, jakby mnie w brutalny sposób pozbawiono jakichś tam złudzeń co do znacznej grupy ludzi, ich motywów i priorytetów życiowych. Szczególnie wyraźnie zobaczyłam to na przykładzie określonej grupy wiekowej, choć nie tylko. Pewnie teraz gadam jak stara ciotka psiocząca na „tą dzisiejsza młodzież”, ale mam wrażenie, że zaskakująco dużo ludzi myli środki z celami – tzn. rzeczy, które powinny być tylko  środkami do celu, stają się celami samymi  w sobie i że to, co dla mnie jest ważne, dla wielu ludzi jest pustymi słowami albo jest wręcz śmieszne i absurdalne. Myślę, ze temat nadaje się na oddzielną notkę i jeszcze go rozwinę. W każdym razie od jakiegoś czasu czuję się kompletnie osamotniona ze swoimi poglądami i nawet nie bardzo mam z kim o tym pogadać, bo mam wrażenie, że nikt tego nie zrozumie, a jeszcze zostanę oskarżona o brak tolerancji i wtrącanie się w nie swoje sprawy. Ale muszę powiedzieć, że dzięki temu wszystkiemu zobaczyłam wyraźniej, o co mi naprawdę chodzi i co jest dla mnie ważne, a co w jakimś stopniu niemalże dałam sobie wmówić chcąc być taką jak inni i zdobyć ich akceptację. 
Żeby o tym nie myśleć, najpierw spotkałam się ze znajomymi, i  w swoim mieście, i poza, a także miałam okazję skonfrontować swoje wyobrażenia o pewnych osobach, znanych mi tylko z sieci, z rzeczywistością. Przyznam, że w co najmniej jednym przypadku przeżyłam lekki szok ;) Potem postanowiłam wykorzystać wolny czas, by coś zmienić w swoim mieszkaniu – oczywiście w sposób, który nie wymagał specjalnych nakładów finansowych. Muszę powiedzieć, że impulsem do działania był widok nowo odmalowanego mieszkania znajomej (pozdrawiam, jeśli czyta ;)), choć przymierzałam się do tego już od pewnego czasu. Nie stać mnie na zmiany w wyposażeniu i chyba prędzej się zestarzeję niż skompletuję meble. Ale co mogłam zrobić to zrobiłam – mianowicie zerwałam nadwerężone przez mojego kota tapety w jednym pokoju i pomalowałam ściany. Kolor może nie wyszedł w 100% taki jak planowałam, ale przynajmniej jest czysto. Pozostałe pomieszczenia zaczęły przez kontrast jakoś nieporządnie wyglądać, więc postanowiłam je odświeżyć i gruntownie posprzątać ( w drugim pokoju operacja zrywania tapet i całkowitego malowania nie wchodziła w grę, gdyż nie dałabym rady odsunąć meblościanki, która tam do tej pory straszy z braku czegoś lepszego). Przy okazji zrobiłam coś, czego nie robiłam od dawna – przejrzałam zawartość szaf, szafek, półek i szuflad. Pozbyłam się całego mnóstwa rzeczy, których tak naprawdę nie używałam i nie nosiłam, a także znalazłam takie, których nie widziałam chyba od czasu przeprowadzki i nie zdawałam sobie sprawy, że je mam. Dzięki temu mam w końcu rzeczywisty obraz swojego stanu posiadania. I wprawdzie nie wierzę w żadne feng shui, ale miało to dla mnie jakiś symboliczny wymiar. Niemal jednoczesne porządkowanie przestrzeni materialnej i swojego spojrzenia na życie, oddzielanie tego co potrzebne od tego co niepotrzebne i tego co ważne od tego co nieważne. 

„Be who you are, and say what you feel because those who mind don’t matter and those who matter don’t mind”

 Moje tłumaczenie, może nie najzręczniejsze na świecie, ale chyba oddaje sens: Bądź kim jesteś i mów co myślisz, bo ci, którym to przeszkadza, się ne liczą, a tym, którzy się liczą, to nie przeszkadza. 

  • RSS