… że niedługo będę gadać do dwóch kotów :) Planowany nowy kot, zwany roboczo Młodym lub Ogoniastym (bo ogon ma taki, jakby jego sam koniec umoczył przez przypadek w białej farbie) jak na razie „się robi” lub „jest w przygotowaniu” – jak to nazywamy z koleżanką, która czeka na kociaka z tego samego miotu. Po prostu – małolaty mają jedyne 7 tygodni, a właścicielka wyda je po skończeniu 10 i komplecie szczepień.  Z jednej strony nie mogę się doczekać, z drugiej uważam, że bardzo dobrze, że ma odpowiedzialne podejście – wiele innych osób oddałoby takie maluchy, ledwo nauczyłyby sie same chodzić i jeść.

W ogóle jest to osoba, która przywraca mi wiarę w ludzi. Ma obecnie cztery dorosłe koty, które wszystkie zostały wyratowane z jakiejś opresji, a minimum dwa (dokładnie nie pamiętam) poddane długiemu i trudnemu leczeniu po potraktowaniu przez zwyrodnialca albo po zostawieniu na pewną śmierć przez kogoś, komu się kotek znudził albo kto dał sobie wcisnąć jakieś durne obiegowe przesądy. Przygarnęła również mamę kociaków, która wkrótce okazała się być w ciąży, i to bardzo skomplikowanej. To były jakby dwa mioty jednocześnie – podobno u kotów możliwe jest zapłodnienie, gdy już jedna ciąża sie rozwija. W każdym razie wyszło z tego 7 kociaków, jeden nie przeżył, ale pozostałe są zdrowe, wesołe i sprytne, wszędobylskie i ciekawskie.

Patrzę teraz na mojego kociego śpiocha-leniucha i myślę sobie: „Przyszła kryska na Matyska, młodszy kumpel cię rozrusza”. Jednoczesnie myślę, że miło będzie w długie zimowe wieczory walnąć się na kanapę z książką, z jednym kotem zwiniętym w kłębek gdzies w okolicy nóg, drugim leżącym na brzuchu lub wtulonym pod pachę, i słuchać mruczenia w duecie :)