I co z tym zrobić? Z jednej strony jestem w jakimś stopniu konformistką z natury, z drugiej – pewne moje poglądy, postawy i zainteresowania skazują mnie z góry na nonkonformizm. Wychodzi na to, że jestem zbyt nonkonformistyczna dla konformistów i zbyt konformistyczna dla nonkonformistów. Jednak w odróżnieniu od niejakiej K. N. nie umiem powiedzieć „Spróbuj się domyślić, gdzie to mam” :] Bo nie mam. Nie pasuję ani do tych, ani do tych, ani w tę, ani we w tę….

Mało tego. Często trafiam na ludzi, dla których to, co kiedyś było przejawem nonkonformizmu, stało się normą. Moje dość konserwatywne zapatrywania w niektórych kwestiach wydają im się dziwne, a nawet problematyczne. W rezultacie jestem osamotniona z poglądami, które jeszcze niedawno wydawały mi się dość mainstreamowe.

Niedawno widziałam taki ciekawy demotywator – „Nieważne, ilu ludziom się podobasz, ważne jakim”. Bardzo trafne stwierdzenie, ale zakłada z góry, że ludzie, którzy są w stanie cię zrozumieć i zaakceptować takim, jaki jesteś, jednak istnieją. Tymczasem odnoszę wrażenie, że nawet osoby, które znają mnie dość dobrze i od dawna, rozumieją mnie może w 50%.